top of page
Szukaj

Dla kogo i po co żyjesz?

S.D.G. (Soli Deo Gloria) – skrót umieszczony na końcu jednego z manuskryptów Georga Friedricha Händla. W tradycji protestanckiej oznacza „Jedynie Bogu chwała” i nawiązuje do jednej z pięciu zasad Reformacji. Wielu protestanckich kompozytorów, m.in. Jan Sebastian Bach, Georg Friedrich Händel i Christoph Graupner, umieszczało ten zapis w swoich rękopisach, podkreślając, że ich twórczość powstała wyłącznie na chwałę Boga.
S.D.G. (Soli Deo Gloria) – skrót umieszczony na końcu jednego z manuskryptów Georga Friedricha Händla. W tradycji protestanckiej oznacza „Jedynie Bogu chwała” i nawiązuje do jednej z pięciu zasad Reformacji. Wielu protestanckich kompozytorów, m.in. Jan Sebastian Bach, Georg Friedrich Händel i Christoph Graupner, umieszczało ten zapis w swoich rękopisach, podkreślając, że ich twórczość powstała wyłącznie na chwałę Boga.

Człowiek nie został stworzony dla własnej chwały

„Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko. Jemu niech będzie chwała na wieki. Amen.” (Rz 11,36)

Istnieją pytania, od odpowiedzi na które zależy całe ludzkie życie. Nie należą do nich pytania o zawód, miejsce zamieszkania, poziom wykształcenia czy wysokość dochodów. Są one ważne, ale nie są najważniejsze. Pytaniem fundamentalnym pozostaje jedno: Dla kogo żyję? Nie jest to pytanie psychologiczne, lecz ontologiczne. Dotyka samej istoty ludzkiego istnienia. Od odpowiedzi na nie zależy sposób rozumienia sukcesu, cierpienia, powołania, pracy, małżeństwa, rodzicielstwa, odpoczynku, pieniędzy, czasu i śmierci. Współczesny człowiek niemal od dzieciństwa słyszy, że powinien „żyć dla siebie”, „realizować własne marzenia”, „podążać za głosem serca”, „być wiernym sobie”. Ewangelia mówi coś dokładnie przeciwnego.


Nie żyjesz dla siebie.

Nie zostałeś stworzony dla siebie.

Nie jesteś właścicielem swojego życia.

Jesteś stworzeniem, którego życie od pierwszego do ostatniego oddechu należy do Boga.

Nie jest to ograniczenie ludzkiej wolności. Jest to odkrycie jej prawdziwego celu.


Wszystko zaczyna się od Boga

Apostoł Paweł kończy jedenasty rozdział Listu do Rzymian niezwykłą doksologią:

„Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko.” (Rz 11,36)

To jedno zdanie streszcza całą biblijną metafizykę.

Z Niego – ponieważ On jest Stwórcą.

Przez Niego – ponieważ bez Jego nieustannego podtrzymywania nic nie mogłoby istnieć.

Dla Niego – ponieważ On pozostaje celem całego stworzenia.

To ostatnie stwierdzenie jest szczególnie niewygodne dla człowieka XXI wieku.

Przywykliśmy myśleć o Bogu jako o Tym, który ma pomagać nam osiągać nasze cele.

Modlimy się o powodzenie przedsięwzięć, które sami zaplanowaliśmy.

Prosimy o błogosławieństwo dla decyzji, które już podjęliśmy.

Oczekujemy pokoju serca, choć wcześniej nie pytaliśmy Boga, czy obrana przez nas droga jest zgodna z Jego wolą.

W praktyce wygląda to tak, jakby człowiek najpierw budował własne królestwo, a następnie zapraszał Boga, by został jego patronem.

Pismo Święte odwraca tę kolejność.

Najpierw Królestwo Boga.

Najpierw Jego sprawiedliwość.

Najpierw Jego wola.

Dopiero później wszystko inne.


Największy grzech Edenu trwa do dziś

Grzech pierwszych ludzi nie polegał wyłącznie na zjedzeniu zakazanego owocu.

Istotą buntu było odrzucenie Bożego panowania.

Szatan nie obiecał Ewie bogactwa ani przyjemności.

Obiecał coś znacznie bardziej niebezpiecznego.

„Będziecie jak Bóg.” (Rdz 3,5)

Od tamtej chwili historia ludzkości stała się historią nieustannej próby zajęcia miejsca należnego Stwórcy.

To dlatego człowiek chce sam definiować dobro i zło.

Sam określać prawdę.

Sam wyznaczać granice moralności.

Sam decydować o swoim życiu.

Sam projektować własną przyszłość.

A kiedy projekt zaczyna się rozpadać, zwraca się do Boga z prośbą o naprawienie skutków własnej autonomii.

Nie tego uczy Biblia.


Powierzyć drogę znaczy zrezygnować z prawa do kierowania własnym życiem

Psalmista nie mówi:

„Pobłogosław moją drogę.”

Mówi:

„Powierz Panu swoją drogę, zaufaj Mu, a On wszystko dobrze uczyni.” (Ps 37,5)

Podobnie Salomon pisze:

„Zaufaj Panu z całego serca i nie polegaj na własnym rozumie. Pamiętaj o Nim na wszystkich swoich drogach, a On prostować będzie twoje ścieżki.” (Prz 3,5–6)

To nie jest zachęta do okazjonalnej modlitwy.

To wezwanie do całkowitego podporządkowania własnego życia Bożemu prowadzeniu.

Chrześcijaństwo nie polega na tym, że Bóg pomaga realizować moje marzenia.

Polega na tym, że moje marzenia stopniowo zaczynają przypominać Jego wolę.


Posłuszeństwo poprzedza zrozumienie

Abraham nie otrzymał mapy.

Nie znał celu podróży.

Nie wiedział, gdzie zaprowadzi go Bóg.

Usłyszał jedynie:

„Wyjdź z twojej ziemi…” (Rdz 12,1)

Najpierw posłuszeństwo.

Dopiero później objawienie kolejnych etapów drogi.

Jonasz postąpił odwrotnie.

Uznał, że jego plan jest rozsądniejszy od Bożego.

Zapłacił za to burzą, lękiem i ciemnością wnętrza wielkiej ryby.

Saul uznał, że częściowe posłuszeństwo wystarczy.

Samuel odpowiedział mu słowami, które powinny być wypisane w każdym chrześcijańskim domu:

„Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i ofiarach, jak w posłuszeństwie głosowi Pana? Oto posłuszeństwo lepsze jest niż ofiara…” (1 Sm 15,22)

Bóg nigdy nie pragnął religijności bardziej niż posłuszeństwa.


Religia może stać się przeszkodą

Paweł ostrzega:

„Mają one pozór mądrości w samowolnym kulcie...” (Kol 2,23)

Jakże łatwo pomylić aktywność religijną z życiem dla Boga.

Można znać Biblię.

Można prowadzić wykłady.

Można śpiewać pieśni.

Można pościć.

Można modlić się publicznie.

A mimo to nigdy nie oddać Chrystusowi steru własnego życia.

Religia może uspokajać sumienie.

Posłuszeństwo przemienia serce.


Letniość nie polega na niewierze

Kościół w Laodycei wierzył.

Modlił się.

Spotykał się.

Prawdopodobnie uważał się za duchowo dojrzały.

A jednak Jezus powiedział:

„Ponieważ jesteś letni... wypluję cię z moich ust.” (Ap 3,16)

Letniość to nie ateizm.

Letniość zaczyna się wtedy, gdy Chrystus przestaje być Panem codziennych decyzji.

Kiedy przestaje decydować o naszym czasie.

O naszych pieniądzach.

O naszych relacjach.

O naszych planach.


Czy naprawdę żyjesz?

Jezus powiedział:

„Ja przyszedłem, aby miały życie i miały je w obfitości.” (J 10,10)

Obfitość nie oznacza braku cierpienia.

Nie oznacza bogactwa.

Nie oznacza sukcesu.

Oznacza życie, które pozostaje zanurzone w obecności Boga.

Życie zgodne z powołaniem.

Życie, którego centrum nie stanowi człowiek, lecz Chrystus.

To właśnie dlatego Jezus mógł powiedzieć:

„Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mego powodu, znajdzie je.” (Mt 16,25)

Paradoks Ewangelii polega na tym, że człowiek odnajduje życie dopiero wtedy, gdy przestaje uważać siebie za jego właściciela.


Duch Święty – Ten, który prowadzi

Jezus powiedział uczniom:

„Lepiej dla was, żebym odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie; jeśli zaś odejdę, poślę Go do was.” (J 16,7)

Duch Święty nie został posłany wyłącznie po to, by pocieszać.

Przyszedł, aby prowadzić.

A prowadzenie zakłada, że ktoś idzie za Przewodnikiem.

Nie można jednocześnie iść za Chrystusem oraz wyznaczać własną drogę.


Na końcu pozostanie jedno pytanie

Kiedy człowiek stanie przed Bogiem, nie zostanie zapytany o liczbę obserwujących, zgromadzony majątek ani zawodowe sukcesy.

Nie usłyszy pytania:

„Czy osiągnąłeś wszystko, co zaplanowałeś?”

Usłyszy pytanie znacznie ważniejsze.

Czy byłeś wierny?

Czy żyłeś dla siebie?

Czy dla Mnie?

Bo ostatecznie wszystko sprowadza się do słów Apostoła:

„Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego jest wszystko.” (Rz 11,36)

Dlatego warto każdego poranka postawić sobie jedno pytanie: Czy dzisiejszy dzień będzie kolejnym dniem realizacji moich planów, czy kolejnym dniem posłuszeństwa Bogu?

Od odpowiedzi na to pytanie zależy nie tylko kierunek naszego życia, ale również jego wieczny sens.


Soli Deo Gloria – Jedynie Bogu niech będzie chwała.

 
 
 

Komentarze


© 2035 by Dom Modlitwy™

bottom of page