Ozyrys, Tammuz, Adonis, Attis i Inanna – mit cyklu natury a zmartwychwstanie Jezusa
- Paulina Hańczewska
- 3 dni temu
- 4 minut(y) czytania
Istnieje subtelna, lecz niezwykle skuteczna strategia intelektualna: nie zaprzeczać wprost, lecz rozmywać. Nie obalać, lecz zestawiać. W ten sposób rodzi się przekonanie, że zmartwychwstanie Jezusa nie było niczym wyjątkowym, ponieważ „od dawna czczono bogów, którzy umierali i ożywali na nowo”. Teza ta – powtarzana w literaturze popularnej – sprawia wrażenie erudycyjnej, lecz w rzeczywistości opiera się na pomieszaniu kategorii, uproszczeniu źródeł i ignorowaniu podstawowych kryteriów historycznych. Gdy zostanie poddana analizie, rozpada się niemal natychmiast.
Najpierw trzeba przywrócić precyzję języka. W religiach starożytnego Bliskiego Wschodu rzeczywiście istnieją opowieści o bóstwach związanych ze śmiercią i „powrotem”. Jednak są to narracje o charakterze mitycznym, zakorzenione w obserwacji przyrody: obumierania i odradzania się roślin, cykliczności pór roku, rytmu życia i śmierci wpisanego w kosmos. Ozyrys nie wraca do życia w świecie ludzi – staje się władcą krainy zmarłych. Tammuz nie pokonuje śmierci – jego los jest powtarzalny i sezonowy. Adonis i Attis funkcjonują w symbolice płodności, nie historii. Inanna powraca z podziemia, lecz jej „wyzwolenie” odbywa się kosztem innego życia, nie jest więc zwycięstwem nad śmiercią, lecz jej chwilowym przesunięciem. W każdym z tych przypadków mamy do czynienia z obrazem cyklu, nie z wydarzeniem, które ten cykl przełamuje.
Przedstawienia mitologicznych postaci: Inanny i Dumuziego (Sumer), Ozyrysa (Egipt) oraz Adonisa i Attisa (świat grecko-rzymski). Ilustracje pochodzą z Wikimedia Commons (Wikipedia).Autorzy: TangLung; Marie-Lan Nguyen; Sailko.Licencje: domena publiczna; CC BY 3.0; CC BY-SA 3.0.Źródło: Wikimedia Commons (szczegóły dostępne na stronach plików).
Tymczasem Nowy Testament używa pojęcia, które nie mieści się w tej logice. Greckie anastasis oznacza powstanie z martwych w sensie realnym, cielesnym i nieodwracalnym. Apostoł Paweł ujmuje to jednoznacznie:
„Chrystus, powstawszy z martwych, więcej nie umiera; śmierć nad nim już nie panuje” (Rz 6,9).
To zdanie stanowi granicę, której żaden mit starożytny nie przekracza. W mitach powrót jest częścią cyklu; w Ewangelii jest jego końcem. Jednak najistotniejszy błąd tej popularnej tezy nie dotyczy nawet treści mitów, lecz sposobu traktowania świadectwa. Często słyszy się zarzut: „to wszystko jest tylko w Biblii”. Jest to argument pozorny. Nowy Testament nie jest jednolitą opowieścią jednego autora, lecz zbiorem wielu tekstów powstałych w różnych środowiskach, w różnym czasie i w różnych formach literackich. Co więcej, najstarsze świadectwo zmartwychwstania – zawarte w Pierwszym Liście do Koryntian – poprzedza redakcję Ewangelii i zawiera jeszcze wcześniejszą tradycję, którą autor „otrzymał”. Mamy zatem do czynienia nie z jedną narracją, lecz z wielowarstwowym przekazem, który nosi cechy wczesnego i intensywnego świadectwa. Co istotne, chrześcijaństwo nie powstaje w próżni historycznej. Istnienie Jezusa i pierwszych wspólnot chrześcijańskich potwierdzają również źródła pozachrześcijańskie – rzymskie i żydowskie. Nie dowodzą one zmartwychwstania, lecz potwierdzają kontekst: postać Jezusa, jego śmierć oraz fakt, że jego wyznawcy bardzo wcześnie głosili coś, co przekraczało zwykłą pamięć o nauczycielu. Historia stawia więc pytanie nie „czy istnieją teksty”, lecz „jak wyjaśnić to, co one opisują”. W tym miejscu pojawia się najczęstsza hipoteza alternatywna: uczniowie mogli kłamać. Jest to teoretycznie możliwe, lecz historycznie skrajnie nieprawdopodobne. Kłamstwo jako wyjaśnienie wymaga motywacji. Tymczasem uczniowie nie zyskali ani władzy, ani bezpieczeństwa, ani majątku. Przeciwnie – ich świadectwo prowadziło do prześladowań, marginalizacji i w wielu przypadkach śmierci. Trudno uznać za wiarygodne, że grupa ludzi tworzy świadomie fałszywą historię, aby ponieść za nią najwyższy koszt, nie osiągając żadnej wymiernej korzyści.
Równie istotny jest charakter samych relacji. Teksty Ewangelii zawierają szczegóły, które z punktu widzenia propagandy byłyby niewygodne: pierwszymi świadkami pustego grobu są kobiety, których świadectwo w ówczesnej kulturze nie miało mocy prawnej; uczniowie ukazani są jako przestraszeni, wątpiący, niezdolni do zrozumienia wydarzeń. Narracja nie buduje wizerunku bohaterów, lecz ludzi zagubionych. W historiografii jest to jedno z kryteriów wiarygodności: obecność elementów niekorzystnych dla autora sugeruje, że nie są one wytworem propagandy, lecz odzwierciedleniem pamięci.
Jeszcze bardziej wymowna jest nagła przemiana tej wspólnoty. Ci sami ludzie, którzy wcześniej uciekają i się ukrywają, zaczynają publicznie głosić zmartwychwstanie w miejscu, gdzie Jezus został stracony. Nie jest to powolna ewolucja przekonań, lecz gwałtowna zmiana postawy. Historia wymaga wyjaśnienia tego przełomu. Nie wystarczy stwierdzenie, że „uwierzyli” – trzeba wskazać przyczynę, która nadała ich przekonaniu taką siłę, że byli gotowi za nie umrzeć.
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera fragment: „ukazał się… potem więcej niż pięciuset braciom naraz, z których większość żyje dotąd” (1 Kor 15,6).
Jest to zdanie, które wykracza poza język mitu. Nie mówi o nieokreślonym czasie i miejscu, lecz odwołuje się do żyjących świadków. Implikuje możliwość weryfikacji. W świecie starożytnym, gdzie polemika była żywa i bezpośrednia, taka deklaracja byłaby łatwa do podważenia, gdyby nie miała żadnego odniesienia do rzeczywistości.
Równie istotna jest kwestia pustego grobu. Co znamienne, przeciwnicy chrześcijaństwa nie twierdzili, że ciało Jezusa nadal w nim spoczywa. Spór dotyczył raczej interpretacji faktu jego pustki („uczniowie wykradli ciało”), nie samego faktu. To oznacza, że punkt wyjścia był wspólny – różniły się jedynie wyjaśnienia.
Zestawiając te dane – śmierć Jezusa, pusty grób, świadectwa wielu osób, przemianę uczniów oraz szybki rozwój wspólnoty – historia stawia pytanie, które nie może zostać zignorowane: jaka hipoteza najlepiej wyjaśnia całość tych zjawisk? Teorie o zbiorowej halucynacji nie tłumaczą pustego grobu. Teorie o spisku nie tłumaczą motywacji i konsekwencji. Teorie o legendzie napotykają problem czasu – przekaz pojawia się zbyt wcześnie, by mógł ulec pełnej mitologizacji. Pozostaje więc możliwość, którą same źródła przedstawiają: że wydarzyło się coś, co przekroczyło dotychczasowe doświadczenie.
W tym świetle zestawianie zmartwychwstania Jezusa z mitami o umierających bóstwach okazuje się błędem nie tylko teologicznym, lecz metodologicznym. Mity wyrażają ludzką intuicję, że życie jest silniejsze niż śmierć, lecz czynią to w języku cyklu i symbolu. Ewangelia twierdzi, że to, co było intuicją, stało się wydarzeniem – jednorazowym, historycznym, nieodwracalnym. Dlatego jej język nie jest językiem mitu, lecz świadectwa.
Ostatecznie spór nie dotyczy jedynie starożytnych tekstów. Dotyczy pytania, czy śmierć jest częścią niekończącego się rytmu natury, czy też granicą, która została przekroczona. Mity uczą akceptacji cyklu. Ewangelia ogłasza jego przełamanie. I właśnie dlatego nie może być do nich sprowadzona – ponieważ mówi nie o tym, co się powtarza, lecz o tym, co wydarzyło się raz i na zawsze.











Komentarze